Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ameryka Południowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ameryka Południowa. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 26 stycznia 2016

Ryż z nutelką czyli o smakołykach w podróży

Kalorie to podstawa! Nasze sniadanie w USA
Początek Nowego Roku 2016, jestem w Ustroniu u rodziców w domu, dach nad głową, ciepełko, prysznic dostępny 24h/dobę, po prostu jakiś luksusowy pięciogwiazdkowy hotel się trafił! Tylko... na talerzu znów ryż z nutelką... Jakieś dejavu z Peru, gdzie przez prawie tydzień na śniadanie-obiad-kolację był tylko ryż, ryż i ryż!

Mój żołądek niestety należy do tych delikatnych, więc zawsze muszę balansować na granicy rozkoszy smaków a ewentualnych rewolucji trawieniowych. W tym wpisie słów kilka o podstawowej funkcji podróżnika czyli odżywianiu.

poniedziałek, 21 września 2015

Oswoić peruwianskiego zwierza

Takie tam pogaduchy i narzekanie na pogode
Każda nowość z jednej strony pociąga, z drugiej nasuwa pewne obawy, czasem nawet strach. Dla nas podobnie było z Peru. Trochę jakbyśmy jechali na spotkanie nieznanego zwierza, w dodatku nocą. Widać tylko ślepia, ale nie wiadomo, czy w ciemnościach czai się jakiś drapieżnik czy może sympatyczny zwierzak...

W każdym przewodniku o Peru jak byk stoi: uważać na złodziei, fałszywych taksiarzy, znajomi ostrzegają przed Limą, że niebezpiecznie, lepiej od razu uciekać z tego miasta. Niesamowite, że standardową metodą na spotkaniem z nieznanym jest zastraszanie!

Na szczęście wśród znajomych mamy wystarczająco dużo osób, które przetrwały spotkanie z peruwiańskim zwierzem i opowiadały o nim w samych superlatywach. Jedno było pewne: coby nie miało się okazać, peruwiańskiego zwierza musieliśmy oswoić sami.

środa, 5 sierpnia 2015

Vallunaraju i rekord wysokości

W koncu w gorach!
Godzina 18:00, całkiem spokojny wieczór, na niebie stalowe chmury chwilowo wystroiły się w pastelowy żółty kolor zachodzącego słońca, gdzieś tam w oddali szczeka pies, jak zwykle trwa koncert ulicy, a jednak... Albo ten hałas jakiś mniejszy albo my przesiąkliśmy już peruwiańskim gwarem.

Ja leżę w łóżku już drugi dzień, dziś w końcu katar trochę odpuszcza,ale wciąż jestem słaba.  Pobyt w Hatun Machay zostawił mi niemiłą nuespodziankę w postaci cieknącego nosa, ale czułam się dobrze, Adam też, więc w sobotę z rana ruszyliśmy w stronę Vallunaraju, naszego szczytu aklimatyzacyjnego. To szczyt położony u wlotu doliny Quebrada Llaca, niedaleko Huaraz, więc logistyka była prosta.

piątek, 31 lipca 2015

Huaraz i Hatun Machay

A wiec jestesmy juz w Huaraz! Podroz z Limy liniami Oltursa byla bezproblemowa, jedynie liczne zakrety i  progi zwalniajace nie pozwalay sie wyspac. Ale widok białych szczytow o poranku pozwolil zapomniec o calym zmęczeniu!
Widok z naszego hostelu na Huaraz