niedziela, 26 czerwca 2016

Południowy Tyrol - ucieczka w stronę słońca

Słoneczne Dolomity na horyzoncie...

Posucha blogowa trwała dosyć długo, w przeciwieństwie do aury panującej za oknem... Miejmy nadzieję, że sytuacja się odwróci!
Od końca lutego gościmy w Innsbrucku i okolicach i... wychodzi na to, że zostaniemy tu na dłużej!
Niestety, pogoda jak na razie w ogóle nie rozpieszcza, jakoś końcem maja w Tyrolu rozpoczęła się pora monsunowa i nie chce się skończyć! Dlatego postanowiliśmy wyrwac się na południe by złapać kilka promyków słońca, lub chociaż uniknąć trochę deszczu...

niedziela, 28 lutego 2016

Pociągiem na skitury

Wspinanie w Sertig

Podróże, podróże, małe i duże... Tyle było wpisów o naszej podróży za oceanem, a przecież wystarczy kilkadziesiąt (lub kilkaset...) kilometrów i wrażenia na pewno nie gorsze niż te z przestrzennych krajobrazów w Utah. Po prostu inne...

W ramach rozpoznania terenu zrobiliśmy mały wypad do Szwajcarii by odwiedzić narciarsko Disentis i Oberalpass a zarazem zadziabać coś lodowo w Sertig. Pogoda nie do końca rozpieszczała, a przynajmniej nie na zjazdach. Za to puszek był niczego sobie...

wtorek, 26 stycznia 2016

Ryż z nutelką czyli o smakołykach w podróży

Kalorie to podstawa! Nasze sniadanie w USA
Początek Nowego Roku 2016, jestem w Ustroniu u rodziców w domu, dach nad głową, ciepełko, prysznic dostępny 24h/dobę, po prostu jakiś luksusowy pięciogwiazdkowy hotel się trafił! Tylko... na talerzu znów ryż z nutelką... Jakieś dejavu z Peru, gdzie przez prawie tydzień na śniadanie-obiad-kolację był tylko ryż, ryż i ryż!

Mój żołądek niestety należy do tych delikatnych, więc zawsze muszę balansować na granicy rozkoszy smaków a ewentualnych rewolucji trawieniowych. W tym wpisie słów kilka o podstawowej funkcji podróżnika czyli odżywianiu.

wtorek, 22 grudnia 2015

NYC - betonowy ocean

Życzymy wszystkim Wesołych Swiąt!!!

Magda: Kto to jest na tym pomniku? Adam: Nie wiem, ale każdy robi sobie z nim selfiaka.

No jak ta to tak, my też strzelamy fotki ze złotym bożkiem i lodowym placem. Okazuje się, że to jest pomnik Prometeusza, a my jestesmy w Rockefeller Center. Tacy z nas miejscy turysci... Przed nami świetlne fajerwerki tańczą na przeciwległej ścianie wieżowca w rytm świątecznych melodii. Jedna z najbrdziej znanych choinek już pręży swą świąteczną pierś, choć bożonarodzeniowych orderów wciąż jej brakuje. Tuż obok na wystawie Mikołaje, renifery i ciasteczka skradzione Shrekowi przedstawiają swój świąteczny układ choreograficzny. Coraz to nowa gwiazda pojawia się nieboskłonie ulicy, a przyozdobione wieżowce tworzą świetliste szlaki ...

Święta, święta, konsumpcji czas! A szaleństwo przecież dopiero się zacznie. Całe szczęście, że nas już tu nie będzie.

Ta złota postać to Prometeusz!

poniedziałek, 23 listopada 2015

Pokuta i rozgrzeszenie w Utah

Utah, Canyonlands, taki mały Wielki Kanion

Ja piździu-hu-hu! Nie ma żartów panie, zima przyszła na całego! Jeszcze tylko dżingel bellsów brakuje do szczęścia! No i tych setek kilowatów płynących by zasilić światełka świątecznej tkliwości. Nie w tym stanie mój panie! Południowe Utah to chyba jedno z bardziej wyludnionych okolic. W tym stanie jest średnio (beznadziejna jednostka statystyczna) 10 mieszkańców na kilometr kwadratowy, ale aż 80% ludności mieszka w Salt Lake City! Pewnie kolejne 10% w St. George, więc możecie sobie wyobrazić obszary, które przemierzaliśmy: maksymalne stężenie bezludzia i pustynnych krajobrazów.

sobota, 14 listopada 2015

Pustynny sękacz

Na wierzchołku: aż strach patrzeć w dół!

Dziś krótko i na temat: Utah jest po prostu niesamowite! Krajobrazowo jest to dla Europejczyków jakiś kosmos, wspinaczkowo też. A już slacklinowo...

środa, 11 listopada 2015

Klin-joga czyli wspinanie w Indian Creek

Klin-joga w wykonaniu Adama

Prawa, lewa, prawa, lewa. Najpierw dłonie, potem stopy. Mniejszy ból, większy ból. Jeśli akurat wspinamy się zacięciem to dłonie przesuwamy kciukami skierowanymi do siebie, jeśli mamy do czynienia z jedną z tych niesamowitych pionowych rys krojonych jak od linijki to najlepiej klinować ręce naprzemiennie, wtedy szybciej robi się metry. Szybciej kończy się ból. A nasze mięśnie nie są jeszcze totalnymi flakami.